Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Skandal! Tak wyglądała policyjna łapanka

Podczas prowadzonej z rozmachem akcji funkcjonariuszy z wydziału zwalczania przestępczości pseudokibiców, policjanci... pomylili mieszkania.

Autor:

Podczas prowadzonej z rozmachem akcji funkcjonariuszy z wydziału zwalczania przestępczości pseudokibiców, policjanci... pomylili mieszkania.

Ok. godz. 7.00 do mieszkania pana Mateusza na warszawskiej Pradze Południe weszli policjanci z wydziału zwalczania przestępczości pseudokibiców.

- Grozili, że wyważą drzwi, byłem wtedy w samej bieliźnie. Kazali mi uklęknąć i wymierzyli w moją stronę broń – relacjonuje przebieg wydarzeń pan Mateusz.

Po chwili funkcjonariusze zorientowali się, że znajdujący się przed nimi mężczyzna nie jest poszukiwanym przez nich Piotrem „Staruchem” Staruchowiczem i po dokładnym przeszukaniu mieszkania, jeden z funkcjonariuszy stwierdził „to nie on” i policjanci przepraszając opuścili mieszkanie.

Zaskoczony działaniami policji pan Mateusz ma kłopoty z sercem, a po wizycie funkcjonariuszy trafił do szpitala. Teraz zamierza skierować sprawę do sądu.

- Rozumiem, że jest to sprawa medialna, że chodziło o „Starucha”, ale nawet traktowanie kibiców w ten sposób, moim zdaniem nie jest odpowiednie. Ja dzięki tej sytuacji straciłem dużo nerwów i zdrowia także – tłumaczy pan Mateusz.

Policja nie ma sobie jednak nic do zarzucenia.

- Działaliśmy zgodnie z nakazem prokuratorskim. Sprawdzaliśmy kilka miejsc w których mógł przebywać Piotr S. „Staruch” (poszukiwany w związku z wydarzeniami w Bydgoszczy „gniazdowy” Legii - red.) - tłumaczy Anna Kędzierzawska z Komendy Stołecznej Policji i zapewnia, że funkcjonariusze podczas interwencji nie używali siły i nie stwierdzili konieczności wzywania pomocy medycznej.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane