Co z tą lokomotywą?
Joanna Kluzik-Rostkowska miała być spektakularnym politycznym transferem i lokomotywą wyborczą PO, a wywołała awanturę.
Autor: Olga Alehno
- Jestem do tego pomysłu nastawiony zdecydowanie negatywnie i mam nadzieję, że do tego nie dojdzie - mówi w rozmowie z se.pl Damian Mrowiec, starosta rybnicki i wiceszef lokalnej Platformy.
Lokalny działacz otwarcie krytykuje Kluzik-Rostkowską.
- Ona zmienia się jak kameleon. Ledwo co opowiadała - powołując się na własny honor - że nie opuści PJN. A już po niedługim czasie dokonała ruchu, który trudno zrozumieć. Zapewniam, że i wielu moich kolegów, ale co gorsza wielu dotychczasowych zwolenników nie jest z tego pomysłu zadowolonych - mówi starosta.
Jak zauważa se.pl, lokalna PO miała już przygotowane listy wyborcze, mieli je otwierać dotychczasowi posłowie Marek Krząkała i Krzysztof Gadowski. Teraz będą musieli zrobić miejsce dla nowej gwiazdy. A wiadomo, że znana Kluzik-Rostkowska może utrudnić któremuś z nich załapanie się na kolejną kadencję.
- Mamy tutaj wielu fachowców znanych ze swej codziennej pracy na rzecz miasta i ziemi rybnickiej. Tymczasem nawet nie wiem, czy pani poseł w ogóle była w Rybniku. Przynajmniej ja o tym nie słyszałem. Poza tym dobry obyczaj nakazywałby, żeby pani Kluzik-Rostkowska się z nami spotkała, przedstawiła się, poprosiła o możliwość startowania z tego okręgu – cytuje Mrowca portal se.pl.
Autor: Olga Alehno
Źródło: