Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

UE – 25, Polska – zero

Ostatnia decyzja brytyjskiej komisarz Katarzyny Ashton pokazała, niestety, jak mało znaczy Polska pod rządami Donalda Tuska w Unii Europejskiej.

Autor:

Ostatnia decyzja brytyjskiej komisarz Katarzyny Ashton pokazała, niestety, jak mało znaczy Polska pod rządami Donalda Tuska w Unii Europejskiej. Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej, a jednocześnie szefowa „euroMSZ”, czyli unijnej dyplomacji, dokonała kolejnych nominacji na stanowiska ambasadorów UE w rożnych krajach świata. Geografia polityczna tych nominacji jest dla naszego kraju nieubłagana. Na 25 ambasadorów UE lub ich zastępców nie ma żadnego Polaka! Powtarzam: żadnego! W ramach EEAS, czyli European External Action Service (EEAS, mówiąc po ludzku, to Europejska Służba Działań Zewnętrznych, a jeszcze bardziej po ludzku – unijna dyplomacja) obsadę tych stanowisk zdominowała tzw. stara Unia. Owa „stara Unia”, czyli 15 państw stanowiących UE przed jej rozszerzeniem w 2004 r., dostało aż 21 stanowisk, a 12 pozostałych krajów, mających 7-letni okres członkowski (lub 5-letni, jak Rumunia i Bułgaria), otrzymało raptem cztery ambasadorskie fotele. Wśród tej czwórki nie ma Polaka. Jest natomiast dwóch Czechów, a także Węgier i Rumun (a więc przedstawiciel państwa, które w UE jest krócej od nas). Należy pogratulować naszym południowym sąsiadom siły przebicia. Ale też zapytać, czemu my, kraj kilka razy liczniejszy od Czech, tejże siły przebicia nie mamy. To znaczy mamy, ale tylko w gadkach-szmatkach Tuska i Sikorskiego, czyli na papierze, ale już nie w praktyce. To kolejny przykład, że rząd PO–PSL żyje w wirtualu, a nie w realu, by użyć w tym miejscu języka komputerowego.

My mamy sukcesy propagandowe, reszta państw – rzeczywiste. Co kto lubi. Platforma widać woli koraliki i świecidełka, niczym afrykańscy tubylcy (niektórzy, już nie wszyscy), a nie konkrety. To znaczy konkrety lubi w spółkach skarbu państwa, bo tam najłatwiej je zdobyć. W strukturach międzynarodowych znacznie trudniej: trzeba mieć na to pomysł i siłę, by go zrealizować.

Skądinąd fakt, że najbardziej obłowili się na tych nominacjach bracia Czesi, jest znamienny. W ostatnim czasie Praga najbardziej „podskakiwała” Brukseli, Berlinowi i Paryżowi. Premier Nečas (pierwszy premier katolik w dziejach tego kraju) najpierw hardo stwierdził, że podczas jego kadencji Czechy nie podadzą nawet przybliżonej daty wejścia nie tylko do strefy euro, ale nawet do tzw. poczekalni, czyli węża walutowo-monetarnego. Potem postawił się – wiadomo komu – w sprawie Niemców Sudeckch. Wreszcie, oczywiście inaczej niż Tusk, skrytykował utworzenie „Europy dwóch prędkości” i odmówił przystąpienia do paktu stabilizacyjnego, który faktycznie jest formalnym zatwierdzeniem niemiecko-francuskiego dyktatu w UE (rząd PO–PSL wskoczył tam, merdając ogonem i z łapami przymilnie uniesionymi do góry).

Ostatnie nominacje w unijnej dyplomacji potwierdziły też triumf politycznej europoprawności: z niepisanych unijnych parytetów wypadało, żeby jedną trzecią w tym rzucie obsadziły kobiety – no i masz babo placek. Osiem stanowisk na 25 przypadło paniom. A czemu nie np. 11, skoro naprawdę damy są dobrymi dyplomatami (wie o tym każdy facet, nawet ten niespecjalnie interesujący się sprawami międzynarodowymi)?

Miss Ashton pokazała z brytyjską precyzją, jak niewiele w Europie liczą się z Polską Tuska. Im mniej się liczą, tym bardziej klepią go po ramieniu. Ten typ tak ma – by użyć słów piosenki Ryszarda Rynkowskiego. Tak ma, bo tak lubi.
 

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane