- Ten wiec nie jest przeciwko Litwie i przeciwko językowi litewskiemu, lecz przeciwko bezdusznym urzędnikom, którzy nie słyszą swych obywateli, nie chcą z nimi rozmawiać - powiedział Mirosław Szejbak z Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie.
Szacuje się, że w wiecu wzięło udział blisko 6 tys. osób. Organizatorzy mówią o blisko 10 tysiącach. Najwięcej było przedstawicieli społeczności polskiej, ale byli też Rosjanie i Białorusini.
Na wiecu wystąpiła też przewodnicząca Litewskiej Konfederacji Związków Zawodowych Pracowników Oświaty i Nauki Ruta Osipavicziute, która przyznała, że protestujący mają rację.
- W tej sytuacji macie rację. Również uważamy, że władze muszą rozmawiać, usiąść przy wspólnym stole i rozwiązywać problemy, a nie stosować zasadę buldożera - powiedziała Osipavicziute.
Tymczasem przewodnicząca Sejmu Irena Degutiene oznajmiła, że nie zamierza powoływać w Sejmie "żadnych dodatkowych grup roboczych".
- To co, dzisiaj się odbywa przy parlamencie, jest akcją polityczną, a nie w konkretnej sprawie, jest inspirowana przez polityków, nawet naszych posłów pochodzenia polskiego – powiedziała dziennikarzom Diegutiene.
Wyrażając opinię, że "takie akcje są podżeganiem do niezgody między zwykłymi Litwinami i Polakami, narodem litewskim i polskim", zaapelowała "o opamiętanie się".