Nie można przecież powiedzieć, iż gen. Jaruzelski w ogóle nie współpracował. Nie. Dobrze współpracował z tym, kogo uznał za silniejszego. Z Moskwą. Czy tylko żartem historii jest to, iż po katastrofie smoleńskiej w polskiej przestrzeni publicznej zobaczyliśmy, jak za machnięciem czarodziejskiej różdżki, całą paletę postaci gorliwie przypominających nam, Polakom, byśmy przypadkiem nie zapomnieli, kogo mamy uznawać za silniejszego. Po 10 kwietnia 2010 r. elita stojąca przy premierze Donaldzie Tusku dobitnie pokazała Polakom, z kim oni się liczą. Nie, nie z nami. Nie ze swoim narodem. Liczą się z tym, kogo uznają za silniejszego (nawet jeśli to kolos na glinianych nogach).
No, dobrze: „Rozpocząć współpracę z narodem”. Ale co to by znaczyło dziś dla rządu Platformy O. oraz partii Waldemara Pawlaka? Dla nich to byłoby coś nader ryzykownego. Dlaczego? Postawić na kogoś, to zarazem przeciwstawić się komuś innemu. Dla rządzących naszym krajem rozpocząć współpracę z narodem oznaczałoby w obecnej sytuacji wejść w liczne konflikty. Po pierwsze, konflikty z częścią elit UE. Po drugie, konflikty z niektórymi naszymi rodzimymi grupami interesów – niekiedy pasożytniczymi i oligarchicznymi. Rozpocząć współpracę z narodem, oznaczałoby też podjąć współpracę z PiS-owską opozycją (która przecież miałaby być zlikwidowana).
Gen. Jaruzelski wybrał partnerów swojej współpracy: elity moskiewskie, elity innych demoludów, maszynerię tajnej policji i aparat partyjny. Wybrał lojalność wobec chorej, zbrodniczej ideologii. Obecna ideologia Euro-Unii nie jest, można mieć nadzieję, zbrodnicza, ale już wykazuje pewne chorobowe objawy.
Ale czy los gen. Jaruzelskiego może być dziś premierowi Tuskowi straszny? Przecież dzisiejszy premier Polski ma świetnego łącznika między światem swoim i światem gen. Jaruzelskiego – Lecha Wałęsę. Tak, tego przywódcę „S”, zarejestrowanego pod pseudonimem „Bolek”, który swojego czasu publicznie poprosił b. I sekretarza PZPR, Jaruzelskiego, o świadectwo moralności.
Ale ponieważ ważną cechą III RP jest to, iż nie przywróciła ona ani reguł odróżniania dobra od zła, prawdy od fałszu oraz służenia interesowi narodowemu od zdrady, to i w ocenie postawy Wojciecha Jaruzelskiego Polacy nadal się dramatycznie różnią.
Obecnie, rozpocząć współpracę z moherowym ludem – to za ciężki kawałek chleba dla premiera Tuska. Wojciech Jaruzelski walczył z narodem. Tusk naród „tylko” ignoruje. Inne czasy, inne metody. Ale efekt kulturowy może okazać się podobny. Czy Donald Tusk poprawnie kalkuluje? Na pierwszy rzut oka – tak. Na drugi – to będzie zależało od nas.
Naród zdezintegrowany, rozbity, rozłupany na kawałki nie potrafi kontrolować elit, które nim rządzą. Co się dzieje, gdy dodatkowo tak się składa, że elity owe słabo są w tradycji tego narodu zakorzenione? To proste. Elity wtedy nie służą narodowi. I gdyby służyły tylko samym sobie – to wtedy pół biedy. Ale – nieraz tak w historii bywało – elity polityczne, by utrzymać swoją kierowniczą pozycję, skoro nie mają ani moralnego fundamentu, ani wsparcia w słabym narodzie, któremu nie chcą służyć, znajdują sojuszników w elitach zagranicy.
A zresztą: któż to słyszał, by ktokolwiek chciał służyć słabszemu? Ktokolwiek racjonalnie kalkuluje, to wie, że zawsze się przecież służy silniejszemu; taki jest rzeczy porządek.
Naród słaby, ciemny, moherowy nadaje się co najwyżej do manipulowania i pogardzania nim. A elity – postępując racjonalnie (co nie musi znaczyć: mądrze: rozumnie i dobrze) wchodzą w sojusz ze środowiskami na poziomie. Na przykład na poziomie putinowskiej agentury wpływu. Albo z innymi elitami.
W 2008 r. Max Haller opublikował książkę pt. Integracja europejska jako proces tworzony przez elity: Klęska pewnego marzenia? (European Integration as an Elite Process: The Failure of a Dream?, Routledge). Na bazie obszernych danych książka pokazuje, że od samego początku integracja była realizowana przez elity kluczowych krajów, którym bliżej było do elit innych krajów aniżeli do swoich własnych obywateli. Że, co więcej, z upływem czasu dystans między elitami a obywatelami krajów Unii się pogłębia. Polityka premiera Tuska tylko wpisuje się w ten proces.
Kilka dekad temu ludzie ekipy gen. Jaruzelskiego wierzyli w historyczną słuszność idei komunizmu. Naród uzyskał dla nich znaczenie tylko wtedy, gdy potrafił się oddolnie organizować. W pewnym sensie znów jesteśmy w punkcie wyjścia.
Ale jeśli rosnący Archipelag Polskości – dziś rozproszony – uda nam się skonsolidować, to… Po pierwsze, istotnie wzmocnimy elity obozu niepodległościowego. Po drugie, wtedy obecne, zapatrzone w Brukselę elity będą musiały liczyć się z ludem swojego kraju.