Zwariował? Po co? – zastanawiał się kolega. Zapewne i pułkownik nie wiedział. On po prostu miał wdrukowane w głowę: jednostka zagrożona, dać oddział wsparcia.
Pułkownik ów przypomniał mi się, gdy usłyszałem, jak Donald Tusk i Paweł Graś ogłosili, że nie było ataku hakerów. Oni to mają wdrukowane: kompromitacja – łgać. Media są nasze, więc odwrócą kota ogonem. Łgaliśmy, że gen. Błasik naciskał na pilotów, pancerna brzoza połamała tupolewa, a przyczyny katastrofy samolotu można ustalić bez czarnych skrzynek i wraku. I co? Debile wszystko łyknęli. To takiego drobnego kłamstewka mieliby nie łyknąć?
Że na zdrowy rozum głupotą jest kłamać, jeśli prawda może wyjść na jaw za pięć minut? Tak, ale przyzwyczajenie polega właśnie na tym, że wyłącza rozum, a włącza automatyzm. Czy mój pułkownik myślał, po co wysyła 25 żołnierzy?
Komentarz Piotra Lisiewicza w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"