Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Chcę wiedzieć, dlaczego państwo zawiodło

Spotkały mnie dwa nieszczęścia. Jedno prywatne – zginął mój mąż. Drugie po katastrofie.

Autor:

Spotkały mnie dwa nieszczęścia. Jedno prywatne – zginął mój mąż. Drugie po katastrofie. Obserwowanie rozpadu państwa, zachowania najważniejszych osób w kraju, tchórzostwa, kłamstw urzędników, ale też obojętności zwykłych ludzi, ich przyzwolenia na kłamstwo – to jest tragedia dla mnie jako obywatelki - z Ewą Kochanowską rozmawia Samuel Pereira.

- Odwołano Edmunda Klicha, polskiego akredytowanego przy rosyjskiej komisji MAK-u, do odpowiedzialności pociąga się wiceszefa BOR-u. Czy to początek rzeczywistego rozliczenia odpowiedzialnych za przebieg śledztwa smoleńskiego?
- To dopiero pierwsze kroki. Obawiam się jednak, że odwołanie Edmunda Klicha nie tyle wiąże się z kontrolą aktywności akredytowanego w Moskwie i Smoleńsku, a następnie z wyciągnięciem z tego wniosków, ile raczej jest spowodowane strachem przed ujawnieniem kolejnych taśm z jego nagraniami rozmów. Choć ja chciałabym wierzyć, że działalność jego, a także innych osób związanych z katastrofą smoleńską, zostanie prześwietlona.
Uważam, że szef zawsze powinien brać odpowiedzialność za swoich pracowników, za działanie instytucji, którą kieruje. Brzydzi mnie – tak, to odpowiednie słowo – brzydzi mnie postawa gen. Mariana Janickiego, który nie jest w stanie zachować się po męsku. To właśnie tacy jak on psują opinię polskim oficerom, polskim generałom. Honor, odpowiedzialność, prawda – gdy patrzymy na zachowanie tego konkretnie oficera, trudno nie stwierdzić, że to puste, nic nieznaczące pojęcia. To uczucie jest bardzo przygnębiające.

- Jak Pani ocenia Donalda Tuska po tym, co jego rząd zrobił i robi w sprawie katastrofy smoleńskiej?
- W jednym z Donaldem Tuskiem się zgadzam. Po opublikowaniu raportu MAK-u premier powiedział, że polski raport będzie jeszcze bardziej dla nas bolesny. I tak się stało – choć może nie w taki sposób, w jaki życzyłby sobie Tusk. Podobnie jak raport MAK-u: był nieusprawiedliwiony, kłamliwy, nieuzasadniony, bez podstaw prawnych, bronił głównie stanowiska Rosjan. I za to także odpowiada premier, to raport jego rządu. Raport komisji Millera ma bardzo wątpliwą podstawę prawną, brak w nim własnych ekspertyz, właściwie został skonstruowany na zasadzie kopiuj-wklej z raportu MAK-u. Dopiero teraz rzeczywiście widać wydarzenia, które jawią się jako światełko w tunelu. Jak Tusk sobie z tym poradzi? Będzie ciekawe to obserwować.

- Pod koniec stycznia mówiła Pani, że „Donald Tusk ma inne niż powszechnie przyjęte poczucie odpowiedzialności". Jak rozwinęłaby Pani te słowa?
- Ma inne. Staram się unikać mocnych określeń, stosować do  norm poprawności zachowania, zacytuję więc definicję słowa „odpowiedzialny" ze słownika języka polskiego. Tam napisano: „odpowiedzialny – mający świadomość konieczności odpowiadania za swoje czyny". Dalej: „taki, na którym można polegać, rzetelny, solidny". Postawa premiera po katastrofie to działanie zupełnie odmienne.
Nie chcę zatem używać słów wielkich i dramatycznych, w końcu koń, jaki jest, każdy widzi. Moim zdaniem szef rządu, nawet jeśli deleguje ministrów do wykonania konkretnych zadań, to i tak odpowiada za efekt ich pracy. Powinien zatem być odpowiedzialny, honorowy, bronić swoich obywateli, swojego kraju, zachowywać się godnie. To jest moje wyobrażenie na temat roli premiera w państwie. A jak patrzę na Donalda Tuska, to widzę, że on ma zdecydowanie inne wyobrażenie odpowiedzialności. 

- W wywiadzie dla „Gazety Polskiej"  z maja 2010 r. powiedziała Pani znamienne słowa: „państwo nas opuściło".
- To było takie porażające wrażenie po katastrofie smoleńskiej, kiedy  ja i córka opisywałyśmy nasz pobyt w Moskwie, kiedy wybuchła sprawa 13. Załącznika i naprędce produkowanych teorii na temat przyczyn katastrofy, jak ta o brzozie, lansowana przecież do dzisiaj. Przecież dopiero teraz, po tym jak naukowcy z USA wykazali jej absurdalność, prawda zaczyna powoli docierać do opinii publicznej.
A zachowanie premiera było niepojęte. Zastanawiałam się, dlaczego różne instytucje, które miały zadbać o nas i o naszych bliskich, nie działały, dlaczego państwo albo było bezradne, albo zwyczajnie w pewnych istotnych dla naszej racji stanu sprawach jakby nie istniało. Jednocześnie wokół tak szybko ferowano wyroki. Mieliśmy poczucie rozpadu i Polska jako państwo, które umie lub w choćby chce zadbać o swoich obywateli, okazywała się jakimś bolesnym złudzeniem. Działo się to na naszych oczach wobec tragedii, która dotyczyła nas bezpośrednio. Trudno o bardziej dramatyczne zdemaskowanie kondycji państwa.

- Tragedia smoleńska i tragedia posmoleńska. Dla Pani na pewno obie są nieporównywalne, na ile jednak może Pani ocenić konsekwencje tego, co się dzieje w Polsce po 10 kwietnia?
- To są dwa rodzaje nieszczęścia. Jedno jest prywatne – zginął mój mąż. Drugie jest nieszczęściem po katastrofie. Obserwowanie rozpadu państwa, zachowania najważniejszych osób w państwie, tchórzostwa, kłamstw urzędników, ale też obojętności zwykłych ludzi, ich przyzwolenia na kłamstwo – to jest tragedia dla mnie jako obywatelki. Od 10 kwietnia obserwujemy oprócz rozpadu państwa także pewien rozpad moralności, odrzucenie postaw, takich jak poczucie przyzwoitości, honoru, godności, mówienie prawdy. Te wartości są dziś bardzo niemodne. Ba, zdaje się, że dla wielu są one już nawet zupełnie śmieszne.

Cały wywiad w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennej"



Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska