GRUBE RYBY I MAŁE RYBKI
Justyna Błażejowska, Encyklopedia Solidarności, 12-12-2009 18:02
POWRÓTŁączna kwota, jaka wpłynęła na Fundusz Wydawnictw Niezależnych, opiewa na ponad 380 tys. dolarów. Nie wiemy, jak została rozdysponowana. Tymczasem stanowi to kwestię o charakterze po trosze moralnym, zważywszy, że w odniesieniu do całego podziemia zdarzały się przypadki defraudowania pieniędzy.
Wraz z krzepnięciem po nieudanej próbie likwidacji, która miała miejsce 13 grudnia 1981 r., i dalszym rozwojem pozacenzuralnego ruchu wydawniczego część jego uczestników zaczęła dostrzegać konieczność ustalenia pewnych zasad współżycia i zistytucjonalizowania współpracy. W efekcie, z inicjatywy Grzegorza Boguty stojącego na czele Nowej, w 1985 r. narodził się Fundusz Wydawnictw Niezależnych.
Zasady organizacji
Jego główne zadania to dokonywanie rozdziału napływających do kraju środków finansowych i maszyn poligraficznych oraz czuwanie nad dochowywaniem przez drugoobiegowe oficyny zasad fair-play, w tym zwłaszcza dotyczących respektowania praw autorskich i płacenia honorariów, przestrzegania formalności związanych z robieniem przedruków, w końcu stosowaniem określonych norm edytorskich. Wśród pierwszych członków konsorcjum, czyli grona decyzyjnego, składającego się z największych w tym czasie firm, znaleźli się reprezentanci warszawskich wydawnictw: CDN, Krąg, Nowa, Przedświt, WSKos oraz krakowskiej Oficyny Literackiej. Na jego potrzeby miało trafiać 45% wszystkich pieniędzy, drugie tyle – na inne, także prowincjonalne inicjatywy, a pozostałe 10 % stanowiło tzw. rezerwę. Decydenci ulegali rokrocznej weryfikacji, stawali się nimi ci, którzy mieli w danym okresie najpokaźniejszy dorobek.
O dotacje mógł ubiegać się każdy, kto legitymował się dwunastoma książkami lub/i numerami czasopism, działał co najmniej dwanaście miesięcy i bez przerw dłuższych niż dziewięć. Za postawieniem tak wysokich wymagań przemawiały obawy, aby kwoty nie trafiały, jak mówił Andrzej Rosner, „na piękne oczy, w ciemno”, do osób niepotrafiących wykazać się żadną konkretną pracą. Wsparcia nie otrzymywali wydawcy niewielcy lub stawiający pierwsze kroki; poniekąd nie mijał się więc z prawdą Jerzy Giedroyc, kiedy mówił, że grube ryby zjadają środki przeznaczone dla małych rybek. Przeczy temu przykład Krzysztofa Wasilewskiego z Lublina, założyciela Wolnej Spółki Wydawniczej: przyznanej mu pożyczki o równowartości rocznej pensji nie musiał spłacać, ponieważ uległa umorzeniu. Przez pierwsze cztery lata istnienia FWN udzielił wsparcia ponad stu inicjatywom wydawniczym z całego kraju.
Drugi pokój
Dyskusje członków konsorcjum odbywały się w atmosferze pełnej napięcia. „Walka odbywała się często na ostre słowa” – przyznawał jeden z uczestników książkowego podziemia. Reguły gry nie zawsze okazywały się do końca przejrzyste. „Miałem to poczucie, i mówiłem to Grzesiowi [Bogucie] w oczy […], że jest drugi pokój. Czy on się radzi [Adama] Michnika, czy on się radzi [Jana] Kofmana [redaktor naczelny >>Krytyki<<, JB] – mnie było wszystko jedno. Był jakiś drugi pokój, w którym różne decyzje, które myśmy decydowali, on rozważał w innym gronie i nagle przychodził z jakąś propozycją” – opowiadał Czesław Bielecki, stojący na czele CDN-u.
Dlatego zdarzały się koalicje; zawiązywał je z PoMostem Marka Krawczyka, Przedświtem Wacława Holewińskiego i Jarosława Markiewicza oraz wydawnictwem Grup Politycznych Wola Macieja Zalewskiego, choć ten ostatni nie dotrzymywał niekiedy wcześniejszych ustaleń. Tymczasem, jak relacjonował w 1987 r. ppłk Wiesław Hryniewicz, naczelnik Wydziału III-1 Służby Bezpieczeństwa w Krakowie, „dzięki zastosowaniu określonych przedsięwzięć operacyjnych udało się osiągnąć możliwości rozpoznawania zamierzeń FWN oraz ograniczonego wpływania na kierunki jego działalności. Pozwala to na preferowanie oficyn wydawniczych, których profil należy do bardziej umiarkowanych”, czyli realizować wytyczne ministra Czesława Kiszczaka. Chodziło zapewne o wejście do konsorcjum Henryka Karkoszy z Oficyny Literackiej, TW „Monika”. Zachowanie przybysza z Krakowa było dość charakterystyczne: jak przypomniał Rosner, przychodził on zawsze z dużą torbą, stawiał ją przy jakimś fotelu, ale bliżej środka pokoju… Zaufaniem nie darzył go Bielecki: „Uważałem, że jest tak niechlujny w uzupełnianiu uzębienia, że po prostu mi się to nie podobało. Bałem się, że jest niechlujny w innych sprawach”.




KOMENTARZE (11)
12-12-2009 21:15 kazio: prawda historyczna
nie zabieram glosu na temat ktory nie mam wiedzy, dlatego czekam az ktos zajnteresowany cos napisze
#
12-12-2009 21:54 Jan Długosz: Kazio
no to jest nas dwóch bo ja też nie wiem o co chodzi.
#
12-12-2009 22:38 elusel: głos w sprawie
A ja się cieszę, że nareszcie jest o tym mowa. gdzie są pieniądze i z zagranicy i zbierane w zakładach pracy na różne cele. Na pomoc rodzinom internowanych, na druki, na jakies akcje kościelne. na wszystko. No i za jakie pieniądze Michnik dzisiaj robi z naszymi głowami co chce.
#
12-12-2009 23:55 AS: do Kazia i Jana DLugosza
Panowie, jesli nie macie nic do powiedzenia to po jakie licho zamieszczacie swoje wpisy ? Nie lepiej troche poczekac az ktos troche bardziej rozgarniety ( bo przeciez artykul jest napisany czysta polszczyzna i nie sposob go nie zrozumiec ) doda moze cos interesujacego w tym nader ciekawym temacie ? Czy tez moze chodzi Wam z miejsca o skierowanie dyskusji na jalowe tory ???
#
13-12-2009 00:29 Jan Długosz: AS
przecież mam prawo oczekiwać że ktoś jest w temacie i go poszerzy ? Bo ten artykuł przejrzysty nie jest - przynajmniej moim zdaniem- za dużo domysłów , za mało dowodów. I tyle. A ten portal to nie TVN czy inna GW. Jan
#
13-12-2009 06:12 Tadeusz: Rzeczywiście, wypada zapytać niektórych panów a także panie:Co się stało z funduszami
przesyłanymi z zagranicy na Solidarność.Sam kierowałem siedem lat sporą grupą ktora wydawała bibułę i nie otrzymaliśmy nic poza niewielką ilościa farby i płótna do serigrafii(materiał niedostępny w Polsce jaruzelskiej).Powiem więcej sami jako grupa opłacaliśmy grzywny nałożone przez kolegia i utrzymywaliśmy rodziny aresztowanych kolegów.Pewne niewielkie sumy przekazaliśmy innym.Zatem pytam: kto bral pomoc zagraniczną??
#
13-12-2009 07:27 Bożena: Pomost kojarzy mi się ze złodziejskim Czumą
mam rację?
#
13-12-2009 08:45 lon: Solidaruchy z góry i ich dzieci zaopatrywaly się przeważnie w Pewexach
wiem coś o tym.
#
13-12-2009 12:22 ALEX: pewex
ja też kópowałem w pewexie i co ? Dobrze mi z tym bo mam jeszcze trochę wudki z tych czasów.
#
13-12-2009 13:35 gizmo: Alex
dziękuję że mi wtedy przynosiłeś te gorzałę. To scementowało naszą przyjaźń. Czy pamiętasz jak nam Kuciborski podkradał flaszki ?
#
10-01-2010 22:02 HAK: DO ALEKSA!
CHLOPIE ----NAUCZ SIE ORTOGRAFII.
#