GRONA NIEZALEŻNYCHWstąp do

sobota, 13 marca 2010 , Redaktor wydania: Tomasz Zdunek
Chcesz wspierać portal kupuj miesięcznik "Niezależna Gazeta Polska - Nowe Państwo"

CYWILIZACJA


WARTO ODWIEDZIĆ

Gazeta Polska
Niezależna Gazeta Polska

NowePaństwo

FAKTY MEDIALNE

Magdalena Nowak, Niezalezna.pl, 08-02-2010 18:53

POWRÓT
372d04836ab5a6695fa7bd4b9ee2914f
Alina Zienowicz, wikipedia commons

W dzisiejszym "Dzienniku" w tekście "Gargas wyleci za film o Jaruzelskim" autorka Anna Nalewajk napisała, że "Anita Gargas, kojarzona z prawicą wiceszefowa TVP 1 - może stracić stanowisko za zgodę na emisję filmu "Towarzysz generał". Pani Nalewajk w środowisku dziennikarskim słynie z publikowania nieprawdziwych informacji, za które trzeba przepraszać.

W ubiegłym tygodniu "Dziennik" publikował wielkie  przeprosiny za teksty "Korupcja w TVP" i "Niemoralna propozycja w TVP"  jej autorstwa. Wygląda na to, że reporterka będzie musiała przeprosić Anitę Gargas, gdyż to nie ona wyrażała "zgodę na emisję filmu "Towarzysz generał", co bezsprzecznie twierdzi w leadzie Anna Nalewajk.

 

Każdy piszący o mediach reporter wie, iż tego rodzaju sprawy rozstrzygane są wyżej niż na stanowisku wicedyrektora jedynki. Portal Niezależna.pl napisał kilka dni temu, że decyzję o emisji filmu o generale Jaruzelskim podjął szef TVP 1 Wojciech Hofik. Reporterka "Dziennika" miała obowiązek sama ustalić, kto zdecydował o puszczeniu po "Wiadomościach" historycznego dokumentu, więc albo tego nie zrobiła, albo ukryła ten fakt przed swoimi czytelnikami, gdyż nie pasował jej do tezy.

 

Nie moglibyśmy dowiedzieć się dalej od anonimowych informatorów, że "Lewica chce, by za emisję dokumentu o gen. Wojciechu Jaruzelskim stanowisko straciła Anita Gargas". Gdyby nawet lewica chciała czyjejś głowy, czy mogłaby żądać głowy niewinnej? A może anonimowy informatorzy nie istnieją? Tak jak okazało się, że nie istnieją reporterzy będący świadkami korupcji w TVP. Jedynym okazał się Łukasz Słapek, zwolniony z "Wiadomości" dziennikarz, który wcześniej rozstał się też z innymi stacjami telewizyjnymi. Słapek miał więc osobiste powody, by pomówić Patrycję Kotecką, ówczesną wiceszefową Agencji Informacyjnej, co powinno wzbudzić czujność. Zdarza się przecież, że ludzie konfabulują, by zemścić się na kimś.

 

Bogusław Piwowar, członek rady nadzorczej TVP kojarzony z lewicą, pod nazwiskiem mówi w tekście pani Nalewajk, że nikt z jego środowiska nie żąda głów, ale wyjaśnień. Nie ma się co dziwić, bo choć emisja dokumentu okazała się sukcesem i zobaczyło go  tylu widzów, ilu zgromadziłby przez telewizorami sensacyjny hollywodzki film, można było spodziewać się napięcia w TVP. Z tym wszystkim jednak nie ma nic wspólnego Anita Gargas.

 

Wiceszefowa jedynki powinna wytoczyć proces Annie Nalewajk za publikowanie po raz kolejny nieprawdziwych informacji. Myślę, że po dziesiątych przeprosinach gazeta "Dziennik" zastanowi się, czy nie oddelegować pani redaktor do rubryki "Fantastyka".



POWRÓT
Portal Niezależna.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, jeżeli uważasz, że którykolwiek wpis narusza czyjeś dobra zgłoś nadużycie, wyślij e-mail na adres: moderator.niezalezna@gmail.com

KOMENTARZE (66)

08-02-2010 19:16 Anna: Widać kto u nas jeszcze rządzi....

niech im ten sierp spadnie na szyję ,młot walnie w łeb aż się czerwone gwiazdy pokażą ...komuchom

#

08-02-2010 19:18 rewolucja: kolejna wpadka Nalewajk?

Rzeczywiście Dziennik powinien zastanowić się na tym kogo zatrudnia, bo takie sytacje kompromitują gazetę. To co pisano w dzienniku o Koteckiej wyglądało na czarny PR a nie dziennikarstwo.

#

08-02-2010 19:21 Wojciech: Jeśli PiS pozwoli na odwołanie pani Gargas z TV, to straci mój głos. To pewne!

Należy bronić prawdy, a film o Jaruzelu był prawdą, gdyż stał się powodem agresji bolszewików. Wile z faktów, zawartych w filmie znałem już wcześniej. Nie wolno pozwolić by zatryumfowało kłamstwo!!

#

08-02-2010 19:22 wiki: Nalewajk powinni wyrzucić z Dziennika

zaniża poziom gazety - niech publikuje swoje rewelacje w "faktach i Mitach".

#

08-02-2010 19:23 Jak ktoś: ma takie nazwisko, Nalewajka ...

Może mieć złość do świata ...

#

08-02-2010 19:26 lud: Nalewajk ty to masz wyobraźnię dziewczyno?

ale powiedz zmuszają cię do pisania takich bzdur czy robisz to z dobrej woli?

#

08-02-2010 19:29 burykot: Mnie podoba się bardzo nazwisko NALEWAJKA !

Bo kojarzy Mi się z nalewaniem - wiecie czego .
A Wam pewnie kojarzy się z czym innym pewnie z laniem wody ale to Wasza sprawa .

#

08-02-2010 19:34 kotom67: W Wiadomościach TVP za czasów Koteckiej wszyscy się śmiali z twórczości tej dziennikarzyny Nalewajk

zastanawialiśmy się jak coś takiego można podpisać własnym nazwiskiem

#

08-02-2010 19:36 prawda: Kobosko wyrzuć Nalewajk

Ile można przepraszać

#

08-02-2010 19:38 Autor do burykot: Nalewajka, Kowalski, Paliogien, Burykot

byle nie KACZYNSKI

#

08-02-2010 19:45 NSZ-towiec: Ministrowie MSZ-czyli c zosnki prócz Fotygi-kalendarium i ich dokonania.

"Przemawiając na ostatnim zjeździe Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński wśród sukcesów PiS wymienił również „odzyskanie” Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Prezes PiS nie sprecyzował, o co konkretnie mu chodziło, ograniczając się tylko do wzmianki o „odzyskaniu”, ale i ta uwaga była wystarczająca, by wywołać pełną oburzenia reakcję Stefana Mellera, ostatniego ministra z okresu, kiedy nie zostało ono jeszcze „odzyskane”.
„Odzyskane” zostało bowiem – jak można się domyślać – dopiero z chwilą mianowania na stanowisko ministra spraw zagranicznych pani Anny Fotygi.

Historia w zwierciadle poprzedników

Już na pierwszy rzut oka na poczet poprzedników pani Anny Fotygi na stanowisku ministra spraw zagranicznych od 1944 roku, można zauważyć wszystkie zakręty i przesilenia polityczne.
Oto pierwszym ministrem spraw zagranicznych Polski Ludowej jest Edward Osóbka-Morawski, słynna „Łasica”, towarzysząca „Szczurowi”, czyli „towarzyszowi Tomaszowi”, jak zaufani agenci NKWD nazywali przewodniczącego tzw. Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta.
„Łasica” należała do PPS, a ściślej – do tej frakcji, która zdecydowała się na kolaborację z NKWD, bo przedstawiciel innej frakcji, Kazimierz Pużak, jechał wówczas do łagru, by po powrocie wylądować w więzieniu we Wronkach, już ze skutkiem śmiertelnym.

Następcą „Łasicy” został Wincenty Rzymowski, reprezentujący SD, czyli tzw. „Stronnictwo Drżących”, przed wojną przedstawiciel koncernu prasowego IKC
(„I ty, co mieszkasz dziś w pałacu, a srać chodziłeś za chałupę / ty wypasiony na Ikacu...” – i tak dalej).
Kiedy skończyły się zabawy w polityczny pluralismus, w 1947 roku Rzymowskiego zmienił Zygmunt Modzelewski – jak podaje „New York Times” z 15 czerwca 2006 – urodzony jako Roman Berger, a żonaty z Jadwigą Ewą nee Hechtkopf – który piastował to stanowisko do 20 marca 1951, kiedy to zastąpił go inny komunista, Stanisław Skrzeszewski, w KPP od 1924 roku.
W kwietniu 1956 roku, wkrótce potem, kiedy to „towarzysz Tomasz” „pojechał do Moskwy w futerku, a wrócił w kuferku”, czyli w trumnie, minister spraw zagranicznych został Adam Rapacki, który na tym stanowisku przetrwał aż do 22 grudnia 1968 roku, kiedy to „partyzanci” popędzili tzw. „kota” Żydom.

Jego następcą został na krótko stary komuch, w roku 1940 razem z Wandą Wasilewską udelektowany przez Ojca Narodów stanowiskiem „deputowanego” do Najwyższego Sowietu.
Ale w kolejce niecierpliwie czekali młodzi ubowniczkowie świeżego chowu, toteż kolejnym ministrem został 22 grudnia 1971 roku Stefan Olszowski, 2 grudnia 1976 roku zmieniony przez Emila Wojtaszka, który dotrwał aż do tzw. polskiego sierpnia w roku 1980. 24 sierpnia nowym ministrem spraw zagranicznych został Józef Czyrek, ale długo się nie nabył, bo 21 lipca 1982 r. zwolnił miejsce dla Stefana Olszowskiego, który powrócił na to stanowisko w ramach odzyskiwania terenu przez Służbę Bezpieczeństwa.
Kiedy jednak w połowie lat 80-tych cywilna bezpieka została rozgromiona przez razwiedkę wojskową, kierowaną przez „człowieka honoru”, to i Stefan Olszowski musiał pożegnać się nie tylko ze stanowiskiem, ale w ogóle – z polityką i wylądował bodajże w Nowym Jorku, jako „osoba prywatna”.

Jego następcą został w listopadzie 1985 roku Marian Orzechowski, by w fazie przygotowywania tak zwanej „transformacji ustrojowej” ustąpić na rzecz Tadeusza Olechowskiego, można powiedzieć, założyciela dynastii ministrów spraw zagranicznych, bo ojcu Andrzeja Olechowskiego, byłego agenta „wywiadu gospodarczego”.
[b]
Kiedy już transformacja ustrojowa została przez razwiedkę odpowiednio przygotowana i na wszelkich odcinkach operacyjnie zabezpieczona, nowym ministrem spraw zagranicznych III już Rzeczypospolitej, został 12 września 1989 roku prof. Krzysztof Skubiszewski, tajny współpracownik SB, pseudonim „Kosk”.
[/b]
Przetrwał on na tym stanowisku do 26 października 1993 roku, kiedy to prezydent Wałęsa upodobał sobie na stanowisku ministra spraw zagranicznych Andrzeja Olechowskiego, pseudonim „Must”, bo takiego właśnie w słynnym „wywiadzie gospodarczym” używał.

Potem – czy to z powodu tęsknoty za normalnością ze strony naszych zachodnich sojuszników, czy z jakichś innych powodów – ministrem spraw zagranicznych został Władysław Bartoszewski, którego w grudniu 1995, kiedy to nowym prezydentem został Aleksander Kwaśniewski, zastąpił Dariusz Rosati.
Tego w październiku 1997 zluzował „drogi Bronisław”, czyli Bronisław Geremek, piastujący funkcje ministra spraw zagranicznych do czerwca 2000 roku, kiedy to UW zerwała koalicję z AWS, a ministrem spraw zagranicznych znowu został Władysław Bartoszewski.
Po nim urząd ten 19 października 2001 roku objął Włodzimierz Cimoszewicz, by 5 stycznia 2005 roku ustąpić miejsca Adamowi Danielowi Rotfeldowi, który z kolei, dotrwawszy do końca października 2005 roku, ustąpił na rzecz Stefana Mellera, od którego Ministerstwo Spraw Zagranicznych zostało właśnie „odzyskane”.

Kilka grzechów głównych

Minister Krzysztof Skubiszewski negocjował był z ramienia Polski traktat o dobrym sąsiedztwie z Niemcami.
Była to taka namiastka traktatu pokojowego, z którego kanclerz Helmut Kohl zręcznie się wykręcił nabożnym przystąpieniem z premierem Tadeuszem Mazowieckim do Komunii św. podczas pojednawczego nabożeństwa w Krzyżowej.
Obydwaj mężowie stanu uściskali się, a podobno nawet spłakali ze wzruszenia, ale żelazny kanclerz ledwo dał się zmusić do traktatu o dobrym sąsiedztwie.
Wiosną 1992 r. doradca premiera Olszewskiego Krzysztof Wyszkowski powiedział, ze podczas negocjowania tego traktatu Niemcy szantażowali ministra Skubiszewskiego groźbą ujawnienia jego agenturalnej przeszłości i dlatego traktat ten jest niesymetryczny na niekorzyść Polski.
Minister Skubiszewski nigdy tego nie zdementował, zachowując tzw. wzgardliwe milczenie, aliści wkrótce wyszła na jaw jego agenturalna przeszłość, co oczywiście rewelacje Krzysztofa Wyszkowskiego raczej potwierdza.

Kolejną sprawą jest całkowita nieskuteczność polskiej dyplomacji, jeśli chodzi o uzyskanie obietnicy amerykańskiego rządu, że nie będzie naciskał Polski w sprawie realizacji bezpodstawnych prawnie roszczeń organizacji zajmujących się przemysłem holokaustu.
Wydawałoby się, ze taką sprawę mógłby, a przynajmniej powinien próbować załatwić minister Bronisław Geremek, albo minister Władysław Bartoszewski, których nikt nie mógłby z tego powodu oskarżyć o „antysemityzm”. Nic jednak nie zostało w tej sprawie załatwione;
USA nadal traktują pod tym względem Polskę nie jako kraj zaprzyjaźniony i sojuszniczy, tylko jako kraj podbity, być może dlatego, że minister Geremek ze względu na solidarność plemienną, a minister Bartoszewski ze względu na narcyzm nie odważył się nawet o czymś takim amerykańskim dygnitarzom napomknąć.

Podobnie wygląda na to, że z tych samych powodów Polska nie odniesie najmniejszej korzyści z udziału w irackiej awanturze prezydenta Busha.
Skoro już wzięliśmy udział w napaści na państwo, które Polsce niczego złego nie zrobiło i z którym utrzymywaliśmy stosunki dyplomatyczne, to przynajmniej trzeba było tę podłość dobrze dla Polski sprzedać.
Owszem, kiedy Stany Zjednoczone poprosiły Polskę o polityczną przysługę powiększenia listka figowego, którym trzeba było zasłonić realizowanie przez Stany Zjednoczone izraelskich interesów na Środkowym Wschodzie, to taką przysługę należało wyświadczyć, ale pod warunkiem przysługi wzajemnej, w postaci militarnej konwersji polskiego zadłużenia zagranicznego, przynajmniej w Klubie Paryskim.
Tymczasem zdaje się, że nikt nie odważył się nawet o tym zająknąć.
Chyba wszystkie rządy nie składały się z samych agentów, a jeśli nawet – to czy z samych amerykańskich?
A gdzie gestapo, Mossad i kagebiaki?
Wreszcie – czy ktoś pilnuje polskiego interesu?

Wygląda na to, że niekoniecznie, co dało się zauważyć podczas popierania tzw. pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.
Owszem, wyłuskiwanie Ukrainy ze strefy sowieckich wpływów leży w polskim interesie, ale czy naprawdę nie można było zawczasu dać Amerykanom do zrozumienia, ze Polska chętnie „pomarańczową rewolucję” poprze i w ogóle, jednak pod warunkiem, że jej główną polityczną siłą nie będą banderowcy, stanowiący zarówno trzon „Naszej Ukrainy” prezydenta Juszczenki, jak i „Bjuty”, czyli Bloku Julii Tymoszenko.
Czy ktoś nie mógł dać do zrozumienia Departamentowi Stanu, żeby zakochał się na Ukrainie w kimś innym i żeby nie traktował również tego kraju, jako wiana dla „Filantropa” po utracie rosyjskich alimentów?
W rezultacie bowiem Polska potężnie wsparła i legitymizowała na Ukrainie tamtejszych nacjonałów,
(przy których nasi, podkreślający swoje przywiązanie do katolicyzmu i słuchający się biskupów, są niewinnymi barankami)
i postawiła znak równości miedzy banderowcami i ukraińskim narodem.
Doprawdy, gdzie indziej trzeba by takich pożytecznych idiotów szukać ze świecą, a tu, na domiar złego wygląda na to, że prezydent Juszczenko pójdzie jednak z prorosyjskim Janukowyczem.
Co na to powie pani Bogumiła Berdychowska?
Czy tak to sobie „wykompinowała”, czy też jakoś inaczej?

Podobnie pan min. Rotfeld na Białorusi popełnił wszystkie możliwe błędy, jakie tylko można było popełnić, przy czym jest to tłumaczenie bardzo uprzejme.
Mniej uprzejme bowiem sugerowałoby wykonywanie zadania zleconego, np. przez Niemcy.
Pan min. Rotfeld bowiem, wykonując rozkaz Kondolizy Rice, że na Białorusi „czas na zmiany”, rzucił do walki w charakterze antyłukaszenkowej opozycji tamtejszy Związek Polaków, niwelując jednym ruchem na tym terenie wszelkie polskie wpływy, bo nie można nazwać żadnymi wpływami ruchawek wzniecanych przez agentów, sowicie opłacanych i przez Amerykanów i przez nas.
W tej sytuacji rzeczywiście wszystko przemawiało za podjęciem trudu „odzyskania” Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Czy jednak po „odzyskaniu” będzie inaczej?""

#

08-02-2010 19:47 irek: Czy wiecie, że ulubioną stroną internetową Pani redaktor Nalewajk jest pudelek

nie żartuje sama to napisała na swoim profilu na facebooku

#

08-02-2010 19:48 Maciej: Jest prawda czasu, prawda ekranu i prawda medialna.

Dwie ostatnie są zależne od rąk trzymających IV władzę za pysk.
Proces należy wytoczyć, prawda czasu obroni się sama.
Czas ma pojęcie względne, doraźnie potrzebny jest wyrok sądu.

#

08-02-2010 19:49 pudelek: Nalewajk gwiazdą pudelka

jak lubi pudelka to niech tam się zatrudni. Poziom trzyma

#

08-02-2010 19:51 33: ciekawe - według facebooka to koleżanka Anety wrony byłej rzeczniczki TVP

A tak to info chodzi

#

08-02-2010 19:52 ?????: Minister wiemy o kogo chodzi.

gdzie był w latach 39-45?,lata 50-60?O tym,że był ubecko esbeckim kapusiem to wiemy.
Urodził się, ukończył i już 63 lata po przyjściu na świat został ministrem no i następnie umarł.. A czy dowiem się z życiorysu co gościu robił np. w latach 1939-1945? Bo była wojna, wydarzenie ważne, a gość zdążył już nabyć pełnoletniość czyli jego postawa w takim dramatycznym czasie coś mówi o człowieku i tego chciałbym się dowiedzieć, podobnie szczegółów z okresu bierutyzmu, gomułkowszczyzny czy gierkowizny. A tu nawet wikipedia milczy na te tematy (?) Dlaczego?,czyżby czarna plama,dziura????w jego życiorysie.

#

08-02-2010 19:56 Nalewajta: bo się ciemno robi !

.

#

08-02-2010 19:58 rozmaryn: Jak Dziennik przepraszał za Nalewajk

5 strona środowego wydania Dziennika. „Przepraszamy zwłaszcza za zarzut korupcji postawiony w oparciu o relacje Łukasza Słapka, byłego reportera programu „Wiadomości” TVP”.

Gazeta musiała przeprosić za rozpowszechnianie oszczerczych artykułów Dziennika na temat byłej wicedyrektor Agencji Informacji Patrycji Koteckiej. Artykułów, które opierały się na jednym jedynym źródle informacji – opowieściach Łukasza Słapka.

Już początkujący dziennikarz, który stawia pierwsze kroczki w tym zawodzie wie, że wszelkie jednoźródłowe informacje wymagają weryfikacji. Bo być może ktoś wymyśla bzdury, być może gra w jakąś grę i chce się posłużyć mediami do swoich celów.

Jednak to co jest w elementarzu dziennikarstwa, nie jest najwyraźniej znane autorkom artykułów Barbarze Sowie i Annie Nalewajk. One nie potrzebowały niczego sprawdzać. Wysłuchały reportera, właśnie zwolnionego z pracy, który uznał, że ma swoje pięć minut i w związku z tym może naopowiadać tony kłamstw o swojej byłej szefowej. A następnie napisały artykuły opatrzone jednoznacznymi tytułami „Korupcja w TVP” i „Niemoralne propozycje w TVP”.

W sądzie nie potrafiły obronić swoich rewelacji. Jedyny informator okazał się niewiarygodny. W dodatku, jak pisała Rzeczpospolita, mimo wielokrotnych wezwań, w ogóle nie stawiał się przed sądem. Innych źródeł nie było.

Aż trudno uwierzyć, że dziennikarki Dziennika są aż tak naiwne.

A może były inne powody? Może trzeba było po prostu dokopać Patrycji Koteckiej, na którą przypuszczono wówczas medialną nagonkę?

W końcu kto za parę lat się dowie o jakichś przeprosinach. Wtedy o artykułach huczała cała Polska. Dziś o tym, że są one nieprawdziwe, wie garstka Czytelników Dziennika.

No i panie Sowa oraz Nalewajk. Chociaż akurat one chyba wiedziały o tym od początku?

#

08-02-2010 20:00 NSZ-towiec: O byłym,wiecie kim,ponieważ nawet na tym portalu to temat tabu i widać b.niewygodny,śliski.

Były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej.
"Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości.
Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem "Kosk".
Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego.
Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.

Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji. Największy samochwał wśród ministrów III RP, starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowaną
(Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymi do Polski!).

Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego kandydaturę
(por. "Życie Warszawy" z 30 listopada 1991).

Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi.
Wiedział, że przy takich "hakach", jakie ma w swym życiorysie, musi posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji.
Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego Bronisław Geremek.
I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej diaspory.

Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem.
Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano się:
(...) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach sąsiednich:
Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech.
Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak takiej oceny (...).
Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem.
Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za wymordowanie Żydów w czasie wojny.
Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny pasus o polskich obozach koncentracyjnych.
Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira
(o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić).
W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira (wsławionego już w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych.
Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w Izraelu
(por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.).
Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", tak fetowany w kręgach "europejczyków", Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie dla "Polityki" z 19 października 1991:
(...) Weźmy choćby aferę z czołgami.
Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu wojskowego.
Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy się podporządkowali.
Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze.
I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli.
Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu.
Jednostronna postawa proizraelska i skrajne lekceważenie stosunków Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej.

"Zaszczyt" reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz wielkie pieniądze dla polskiego eksportu.
Dodajmy, że fatalne błędy antyarabskiej polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego
(przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego").
Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski później tym się publicznie pochwalił.
(Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich).
Dodajmy, że Polska - bez żadnych rekompensat - choćby poprzez bardziej przyjazną politykę Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesięciu tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na pogorszenie stosunków z państwami arabskimi.
Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na propozycje arabskie.
Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami.
Okazało się później, że i tak doszło do nich - z pomyślnym skutkiem - bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image'u w krajach arabskich." Kresy Wschodnie -stracona szansa!
Do tego trzeba dodać,że w roku 1990-1991 była szansa na odzyskanie Kresów Wschodnich ,Rosja złożyła taką ofertę Polsce o czym Polacy nie zostali poinformowani, którą to szanse rząd Mazowieckiego ze wzgardą odrzucił.

#

08-02-2010 20:08 NSZ-towiec: Fakt niemedialny widać i na tym portalu.

Jan Krzysztof Skubiszewski prawdziwe tetełe Szymon Schimel - polonofob, komuch, dywersant, agent SB TW pseudonim "Kosk"; były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej. Jako szef MSZ-u w rządzie T. Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości. Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli 'Tajnego Współpracownika' pod pseudonimem "Kosk". Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego. Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi; odznaczony Orderem Orła Białego przez rząd żydokomunistyczny.

#

08-02-2010 20:21 88: Hiena roku?

Zgłosić Nalewajk do hieny roku

#

08-02-2010 20:30 j23: dziennikarstwo przez takich pismaków siega dna

Dziennik nie powinien zatrudniach takich osób

#

08-02-2010 20:32 STARYWYGA: Re: wojciech54@wp.pl - Jeśli PiS pozwoli na odwołanie pani Gargas z TV, to straci mój głos. To pewne!

A gdzie to WYCZYTAŁEŚ że PiS ma ODWOŁYWAĆ "pani Gargas"
Jak to NIEKTÓRZY są do PRZODU.
Pytanie tylko czy z własnej głupoty, czy......?

#

08-02-2010 20:32 d88: Nalewajk robiła czarny PR Patrycji Koteckiej

To było celowe działanie

#

08-02-2010 20:38 STARYWYGA: uuu@gmail.com dziennikarstwo przez takich pismaków siega dna

Zgadzam się z Tobą w 100%

#

08-02-2010 20:39 juy: anna nalewajk - czyli wszystko nie tak

smieszne

#

08-02-2010 20:45 NSZ-towiec: Fakt niemedialny widać i na tym portalu.

Jan Krzysztof Skubiszewski -rodowe tetełe Szymon Schimel - polonofob, komuch, dywersant, agent SB TW pseudonim "Kosk"; były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej. Jako szef MSZ-u w rządzie T. Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości. Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli 'Tajnego Współpracownika' pod pseudonimem "Kosk". Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego. Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi; odznaczony Orderem Orła Białego przez rząd żydokomunistyczny.Były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej."Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości.Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem "Kosk".Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego.Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji. Największy samochwał wśród ministrów III RP, starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowaną(Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymi do Polski!).Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego kandydaturę,(por. "Życie Warszawy" z 30 listopada 1991).Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi.Wiedział, że przy takich "hakach", jakie ma w swym życiorysie, musi posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji.Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego Bronisław Geremek.I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej diaspory.Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem.Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano się:(...) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach sąsiednich:Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech.Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak takiej oceny (...).Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem.Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za wymordowanie Żydów w czasie wojny.Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny passus o polskich obozach koncentracyjnych.Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira,(o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić).W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira (wsławionego już w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych.Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w Izraelu
(por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.).
Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", tak fetowany w kręgach "europejczyków", Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie dla "Polityki" z 19 października 1991:
(...) Weźmy choćby aferę z czołgami.Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu wojskowego.Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy się podporządkowali.Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze.I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli.
Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu.
Jednostronna postawa pro izraelska i skrajne lekceważenie stosunków Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej."Zaszczyt" reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz wielkie pieniądze dla polskiego eksportu.Dodajmy, że fatalne błędy anty arabskiej polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego,(przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego").Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski później tym się publicznie pochwalił.(Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich).Dodajmy, że Polska - bez żadnych rekompensat - choćby poprzez bardziej przyjazną politykę Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesięciu tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na pogorszenie stosunków z państwami arabskimi.Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na propozycje arabskie.Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami.Okazało się później, że i tak doszło do nich - z pomyślnym skutkiem - bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image'u w krajach arabskich." Kresy Wschodnie -stracona szansa!Do tego trzeba dodać,że w roku 1990-1991 była szansa na odzyskanie Kresów Wschodnich ,Rosja złożyła taką ofertę Polsce o czym Polacy nie zostali poinformowani, którą to szanse rząd Mazowieckiego ze wzgardą odrzucił.

#

08-02-2010 20:46 NSZ-towiec: Fakt niemedialny widać i na tym portalu.

Jan Krzysztof Skubiszewski -rodowe tetełe Szymon Schimel - polonofob, komuch, dywersant, agent SB TW pseudonim "Kosk"; były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej. Jako szef MSZ-u w rządzie T. Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości. Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli 'Tajnego Współpracownika' pod pseudonimem "Kosk". Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego. Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi; odznaczony Orderem Orła Białego przez rząd żydokomunistyczny.Były minister spraw zagranicznych, założyciel Rady Polityki Zagranicznej."Jako szef MSZ-u w rządzie T.Mazowieckiego był od początku całkowicie uzależniony od kierownictwa lewicy OKP, które wiedziało o niechlubnych kartach z jego przeszłości.Chodziło nie tylko o dziwnie mało wspominane członkostwo Skubiszewskiego w Radzie Konsultacyjnej przy Jaruzelskim, ale o długotrwałą karierę w roli TW pod pseudonimem "Kosk".Tylko absolutne poparcie udecji uratowało Skubiszewskiego przed skutkami publicznego ujawnienia faktów jego tajnej współpracy z reżimem - najpierw przez doradcę premiera Olszewskiego Krzysztofa Wyszkowskiego, a później w związku z ogłoszeniem tzw. Listy Macierewicza. Przeszłość Skubiszewskiego nie pozostała bez wpływu na jego fatalne z punktu widzenia polskich narodowych interesów zachowanie w decydującym momencie finalizowania traktatu z Rosją w maju 1992 - katastrofalnym ustępstwom Skubiszewskiego wobec Rosjan zapobiegła w ostatniej chwili bezpośrednia interwencja Olszewskiego.Podatność Skubiszewskiego na podaże w związku z jego przeszłością wpłynęła przypuszczalnie również na jego skrajny serwilizm wobec Amerykanów.Znany z niebywałego nadęcia Skubiszewski był swoistym Profesorem Pimko polskiej dyplomacji. Największy samochwał wśród ministrów III RP, starał się jako sukces przedstawić najbardziej oczywiste nawet fiaska swej polityki, vide np. przedstawienie jako sukcesu fatalnego blamażu w związku z oficjalną wizytą szefa polskiego MSZ-u w Białorusi, katastrofalnie nieprzygotowaną(Białorusini wystąpili podczas tej wizyty(!!!) z roszczeniami terytorialnymi do Polski!).Fetowany przez udecką prasę jako pewny kandydat na fotel sekretarza generalnego ONZ, Skubiszewski znalazł się na 11 miejscu wśród 14 rozpatrywanych kandydatów, z zaledwie dwoma głosami oddanymi na jego kandydaturę,(por. "Życie Warszawy" z 30 listopada 1991).Niezwykle pyszałkowaty, wręcz despotyczny wobec podwładnych, Skubiszewski dosłownie jadł z ręki Geremkowi.Wiedział, że przy takich "hakach", jakie ma w swym życiorysie, musi posłusznie słuchać wszechwładnego guru udecji.Przy serwilizmie Skubiszewskiego, człowiekiem, który faktycznie decydował o wszystkich nominacjach nowych ambasadorów, był filar lobby filosemickiego Bronisław Geremek.I tak to formalnie pod batutą Skubiszewskiego wciąż wzrastała liczba ambasadorów, nie mających nic wspólnego z obroną polskich interesów narodowych, za to tym wrażliwiej reagujących na postulaty żydowskiej diaspory.Za kadencji Skubiszewskiego równolegle do skrajnych zaniedbań w polityce wschodniej i w ogóle w stosunkach z sąsiadami, za ministerium Skubiszewskiego nadano szczególnie wysoką rangę stosunkom z Izraelem.Na łamach periodyku "Puls" zdumiewano się:(...) Prezydent Wałęsa składa wizytę w Izraelu w pół roku zaledwie od rozpoczęcia swej kadencji i przed ważnymi wizytami w krajach sąsiednich:Związku Sowieckim, Czecho-Słowacji i Niemczech.Oznacza to, że do wizyty tej przywiązuje się w Belwederze szczególne znaczenie: bieżące stosunki polsko-izraelskie nie uzasadniają jednak takiej oceny (...).Dodajmy, że fatalnie przygotowana przez resort Skubiszewskiego wizyta Wałęsy w Izraelu skończyła się zupełnym blamażem.Wałęsa wystąpił z przeprosinami pod adresem Żydów, które duża część prasy światowej zaakceptowała jako przepraszanie przez Polaków za wymordowanie Żydów w czasie wojny.Przyczyniło się do tego ordynarne zachowanie premiera Izraela Szamira, który w odpowiedzi na przeprosiny Wałęsy wygłosił obraźliwe dla Polaków przemówienie, w którym znalazł się skandaliczny passus o polskich obozach koncentracyjnych.Strona polska ciężko zapłaciła za absolutne nieprzygotowanie programu wizyty i brak uzgodnienia tekstów przemówień Wałęsy i Szamira,(o ileż zręczniej postąpili np. dyplomaci Egiptu, którzy przed wzajemnym spotkaniem głów państwa Egiptu i Izraela dokładnie uzgodnili teksty przemówień, które mieli obok siebie wygłosić).W zamian za obelżywe poszturchiwania Szamira (wsławionego już w 1989 publicznym atakiem na Polaków, którzy jakoby wyssali antysemityzm z mlekiem matki), Skubiszewski robił, co mógł dla spełniania postulatów Izraela kosztem naszych narodowych interesów gospodarczych.Tak było na przykład z rezygnacją pod presją Stanów Zjednoczonych i Izraela z wielkiego kontraktu na sprzedaż polskich czołgów do państw arabskich po zobowiązaniach, złożonych przez prezydenta Wałęsę w Izraelu
(por. tekst S.Grzymskiego o Iranie, "Rzeczpospolita" z 5 sierpnia 1991 r.).
Redaktor naczelny paryskiej "Kultury", tak fetowany w kręgach "europejczyków", Jerzy Giedroyć, nie ukrywał w tej sprawie swego skrajnego potępienia dla głupoty polskiej decyzji, mówiąc w wywiadzie dla "Polityki" z 19 października 1991:
(...) Weźmy choćby aferę z czołgami.Polska miała sprzedać w rejon Zatoki Perskiej tysiąc czołgów, co było operacją dość istotną, biorąc pod uwagę stan naszego przemysłu wojskowego.Attache amerykański dał do zrozumienia, że jego rząd jest przeciwny tej transakcji i Polacy się podporządkowali.Kontrakt przejął Havel oświadczając, że interesy czeskie są dla niego najważniejsze.I okazało się, że Amerykanie doskonale to przełknęli.
Nie było żadnych sankcji w stosunku do Pragi. Ale władzom polskim wystarczyło zmarszczenie brwi drugorzędnego urzędnika departamentu stanu.
Jednostronna postawa pro izraelska i skrajne lekceważenie stosunków Polski z krajami arabskimi zaprowadziły resort Skubiszewskiego do nieszczęsnego dla polskich interesów gospodarczych na Bliskim Wschodzie pomysłu reprezentowania przez Polskę interesów amerykańskich w Iraku w czasie Wojny Pustynnej."Zaszczyt" reprezentowania interesów amerykańskich w Iraku oznaczał faktyczne zerwanie realnych polsko-irackich kontaktów gospodarczych, które zapewniały pracę tysiącom polskich techników i robotników oraz wielkie pieniądze dla polskiego eksportu.Dodajmy, że fatalne błędy anty arabskiej polityki resortu Skubiszewskiego wzmocnione zostały dodatkowo przez działania ówczesnego ministra spraw wewnętrznych Krzysztofa Kozłowskiego,(przez lata redaktora naczelnego "Tygodnika Powszechnego").Na jego polecenie polski wywiad z Iraku pomógł tam w ratowaniu Amerykanów powiązanych z CIA, i co najgorsze - Kozłowski później tym się publicznie pochwalił.(Wbrew wszelkim zasadom pracy wywiadu i kontrwywiadu, umacniając nieufność i niechęć do Polski w krajach arabskich).Dodajmy, że Polska - bez żadnych rekompensat - choćby poprzez bardziej przyjazną politykę Izraela - pomogła w tranzycie kilkudziesięciu tysięcy Żydów z Rosji przez teren Polski, co też wpłynęło na pogorszenie stosunków z państwami arabskimi.Zawsze skrajnie spolegliwy wobec Izraela i żydowskiej diaspory minister Skubiszewski okazał się za to niebywale twardy w reakcji na propozycje arabskie.Stanowczo odrzucił prośbę kierowanej przez Arafata Organizacji Wyzwolenia Palestyny o pośredniczenie Polski we wzajemnych pertraktacjach między Palestyńczykami i Żydami.Okazało się później, że i tak doszło do nich - z pomyślnym skutkiem - bez skorzystania przez polskie MSZ z szansy poprawienia swego image'u w krajach arabskich." Kresy Wschodnie -stracona szansa!Do tego trzeba dodać,że w roku 1990-1991 była szansa na odzyskanie Kresów Wschodnich ,Rosja złożyła taką ofertę Polsce o czym Polacy nie zostali poinformowani, którą to szanse rząd Mazowieckiego ze wzgardą odrzucił.

#

08-02-2010 20:48 Dziennik to szmaciana gazeta: już kiedys przepowiedziałem im upadek

i nakładu i moralności, a w ogóle kto ja czyta, babka klozetowa?

#

08-02-2010 20:50 ty: nalewajk - redaktor od pudelka

poziom pudelka przenosi na dziennik

#

08-02-2010 20:50 Abdank: Tak razwietka boi się prawdy !

Dlaczego ? Bo prawda nas wyzwoli ! Ona demaskuje zło, ośmiesza je i wdeptuje w szambo - tam , gdzie jego miejsce !

#

08-02-2010 20:54 uuu89: Gragas - pozwij Nalewajk za kłamstwo

jak znowu przegra proces to się nauczy

#

08-02-2010 20:54 88: Hau..hau...hau... Hau..hau...hau.. Hau..hau...hau..

.

#

08-02-2010 21:06 jana: Czas na działania

Czas by Komiczny Donek, jeżeli naprawdę czyje się premierem polskiego rządu, zamiast dać się poklepywać po plecach, jak stara kobyła pani Angeli, wreszcie wrzasnął, a chociażby pisnął ja szara myszka, Angela niech niemieckie media przestaną pluć Polakom w twarz. Przepraszam rozmarzyłem się.

#

08-02-2010 21:07 jutro: Anna Nalewajk - nie tylko fakty

to chyba kwintesencja

#

08-02-2010 21:09 Irena: Co Wy na Niezaleznej produkujecie treści mało istotnre antagonizmy,które sprowadzaja się tylko,że lewica !!!

Zajmijcie sie istotnymi sprawają i przyczynami tego polskiego bagna.Tak na siłę chcecie dodać splendoru posłom PiS przez opisywanie, naganych zachowań posłów jako bardzo chwalebne.U siebie nic nie robią a sąsiadów będą pouczać.Romawiałam z Chorwatką w Bośni i Hercegowinie,która mowiła o brudnych łapskach Mazowieckiego a wolność zawdzięczają Janowi Pawłowi którego wypowiedż zadecydowało o wolności tych ludzi.
Dlaczego nie piszecie o następstwach zdradzieckiego okrąłego stołu.
O kacie medialnym Tadeuszu Mazowieckim bp.Czesława Kaczmarka i kat medialny niezłomnego proboszcza sanktuarium Matki Bożej Miłosierdzia w Piekoszowie, w którym w czasie rekoronacj ukazała sie na Niebie świetlista aureola.
Tym znakiem cieszył się proboszcz jako nadzieją dla Polski ale nagonki nie wytrzymał i serce proboszcza przestało bić w wigilię Matki Miłosiedzia Ostrobramskiej 88r.
Kiedy dwa lata pózniej na stanowisku wójta demaskuję skorumpowanie Urzędu gminy z Bankiem spółdzielczym i wypływ większych sum pieniędzy niż był zakładany budżet i wóczas wysłąnnik Rakowskiego zaopiekował się mną i pogrążył mnie w niebyt polityczny oraz Kaczyńscy pośrednio swoimi mackami do chwili obecnej.
Prokurator z nadania PiS w czasie ich rządów odmówiła,mimo,złożenia przeszlo 100 dokumetów z naruszeniem prawa.
"Gazeta Polska"na pól żydowska nie znając wielkości ważności sprawy przez dziwne przeoczenie wydrukowała artykuł na piewszej stronie"Wojna o Piekoszów" i moje nazwisko że oskarżam prokuraturę z dn.6- 04-92r.O ile mnie pamięć nie myli był to artykuł na polecenie p.Isakiewicaz a napisał Jarosław Molga.
Proszę Gazetę o informację dlaczego ten człowiek został pozbawiony pracy.
A może by pan Migalski zajął prawami człowieka w Polsce a nie bronił szefa przed pełnym szczerości zdrowotnym śmiechem.
Widziałam na własne oczy jak te zbrodniarze okrągłego stołu niszczyli ludzi,dobrych gospodarzy,dyrektorów pod pretekstem prznałeżności do partii aby tylko polski majątek zniszczyć i rozkraść.
Ukraina pojęła w czasie krótszym i przynajmniej obroni swoją kulturę.
Dokad nas zaprowadzicie ze swoim rozumieniem swiata.

#

08-02-2010 21:16 johan78: Nalewajk - dla kogo to napisałaś?

czy dla agnecji PR?

#

08-02-2010 21:22 Olek: Dlaczego Niesiołowski stale kreci się koło Palikota?

Bo nad gównem kręcą się ciekawe okazy much!

#

08-02-2010 21:25 MAJOR FLASH: http://dodam.salon24.pl/155565,pod-prasa-pod-prasa Potworny Obłęd

Aktywny uczestnik forów internetowych, będąc osobą znaną i rozpoznawalną w tej społeczności, jest w tym znaczeniu i dla tego środowiska osobą publiczną. Tak orzekł SĄD APELACYJNY we Wrocławiu. Internauta, jako osoba publiczna, uczestnicząc w dyskusji i wygłaszając swoje poglądy, wyraża zgodę na ich ocenę i musi się liczyć z tym, że zostaną one poddane krytyce innych użytkowników oraz wykazać większy stopień tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków.

Granice dopuszczalnej krytyki w internecie są bowiem szersze niż w przypadku osób nieuczestniczących w takiej dyskusji. Dokonywanie ocen zachowań i wypowiedzi osób publicznych, o ile oceny te nie wykraczają poza akceptowane społecznie standardy, nie jest działaniem bezprawnym. Co więcej, zdaniem sądu apelacyjnego – analiza społecznie akceptowanych standardów wypowiedzi musi uwzględniać fakt, że język internautów jest dosadny, skrótowy, często odbiega od sposobu komunikacji, jaki obowiązuje w społeczeństwie.

Używanie wulgaryzmów w sieci, które służą podkreśleniu ekspresji wypowiedzi, jest powszechnie akceptowane. Sformułowania, które można by uznać za obraźliwe w powszechnej komunikacji, niekoniecznie naruszają dobra osobiste, jeżeli są użyte na forum

#

08-02-2010 21:40 ?????: Ciekawostka.

Pan minister był pederastą,SB jak i wywiad niecki i nie tylko miały filmy takie jak z Piesiewiczem,tym go szantażowały,publicznym ujawnieniem.Był jednym z Dworca centralnego,łowcą chłopczyków + jeden Niemiec,Niemca po naciskach ich ambasady cichcem wysłano do siebie,a sprawie ukręcono łeb,niektórzy starsi to pamiętają.Byli tam zamieszani politycy i znani aktorzy,reżyserzy.

#

08-02-2010 21:41 ?????: Ciekawostka.

Pan minister był pederastą,SB jak i wywiad niecki i nie tylko miały filmy takie jak z Piesiewiczem,tym go szantażowały,publicznym ujawnieniem.Był jednym z Dworca centralnego,łowcą chłopczyków + jeden Niemiec,Niemca po naciskach ich ambasady cichcem wysłano do siebie,a sprawie ukręcono łeb,niektórzy starsi to pamiętają.Byli tam zamieszani politycy i znani aktorzy,reżyserzy.

#

08-02-2010 21:53 wawa: komunizm wiecznie zywy

i cenzura tez, czego dowodem jest awantura wokol tego dokumentu, coz on powinienpowstac 20 lat temu

#

08-02-2010 21:53 lon: ma mistrzostwo świata w tej dyscyplinie :

"wykazywanie większego stopnia tolerancji i odporności wobec niepochlebnych opinii, a nawet brutalnych ataków"
Brawo !
Hip hip hurrra !

#

08-02-2010 21:58 cep: nie nalewajcie

z pustego w puste

#

08-02-2010 21:59 gizmo: Wzruszające !

cały ten tekścik powinien być zalecany studentom dziennikarstwa , którzy na jego przykładzie powinni uczyć się co to znaczy dziennikarska niezależność. Z publikacji za które należy przepraszać słynie raczej Gazeta Polska. Może szanowna redakcja opublikuje statystyki : ile razy w ubiegłym roku przepraszał Dziennik , a ile Gazeta Polska ? Dziennik pewnie kilka , GP kilkadziesiąt , a jest przecież tygodnikiem ! A w ilu sprawach Gazeta polska poszła na ugodę z pomawianymi , na ich warunkach ? Mogę się założyć o cnotę Jarosława Kaczyńskiego , że Gazeta Polska to pismo rekordzista na polskim rynku , jeśli chodzi o liczbę przeprosin.Na razie Dziennik przeprosił za jedną publikację pani Nalewajk , więc za słowa , że jest znana w środowisku dziennikarskim z nieprawdziwych publikacji za które trzeba przepraszać , mogłaby pani Nowak spokojnie wytoczyć proces i wygraną miałaby jak w banku , ale mam nadzieję , że tego nie zrobi. Nie ma sensu kopać się partyjnym propagandowym szmatławcem , który z przegranych procesów próbuje uczynić swój atut.

#

08-02-2010 22:01 plikpik: NSZ-towiec i ?????

Dzięki za wpisy. Pod art. o tym " ministrze" wszystko jest cenzurowane ! Nawet podczas pisania, czcionki są zmieniane !!!! Musiałem "leczyć komp". k....!

#

08-02-2010 22:04 MK: werters oryginals

Właśnie na jedynce emitują obwoźne sado-maso już nie mogę.

#

08-02-2010 22:04 al: red. Nalewajka

Polityczna cichodajka

#

08-02-2010 22:08 gizmo: Pani Nowak

nie zdaje sobie chyba sprawy , że swoim tekścikiem ośmiesza siebie i Gargasównę.Nie czytałem tekstu w Dzienniku , ale z notki p. Nowak wynika , że to posłowie SLD domagają się odwołania Gargasówny , ZA ZGODĘ NA EMISJĘ PROGRAMU , co wcale nie oznacza , że p. Nalewajk twierdzi , że partyjna koleżanka pani Nowak taką zgodę wyrażała. A swoją drogą , biedna ta Gargas , co od niej w tej telewizji w takim razie zależy ?!A stwierdzenie , że SLD żąda głowy niewinnej jest co najmniej dwuznaczne. Czyżby Gazeta Polska przyznawała , że ktoś tu jest "winny" i czego ?!Przecież był to wspaniały , rzetelny dokument !!!

#

08-02-2010 22:09 Wojciech: STARYWYGA

napisałem wyraźnie: "jeśli pozwoli na odwołanie", czytanie ze zrozumieniem się kłania. nisko!!

#

08-02-2010 22:15 Fascjol: I prawidlowo

Maluczcy mają znać swoje miejsce.Pan Generał ma być nietykalny ,jak powiedział Michnik.Wszelkie pretensje/bo trudno mówić o przestępstwie/Jako Naród katolicki należy uznać jako przeszłość. Ta gruba kreska się kłania .W Katyniu tak samo.

#

08-02-2010 22:21 gizmo: Chociaż właściwie

to doskonale rozumiem Gazetę Polską.Prezes wydał polecenie ratowania za wszelką cenę koalicji z SLD. Nie możemy tuż przed wyborami stracić telewizji , na rany Chrystusa !!! Gazeta Polska jest rozdarta , Prezes pewnie lekką ręką jest gotowy poświęcić Gargas na ołtarzu współpracy z SLD , ale redakcja chciałaby mimo wszystko pomóc koleżance. I dlatego powstają takie tekściki : ze zrozumieniem traktują dąsy SLD , ale próbują ratować Anitkę. Paszkwil o Jaruzelskim to już przeszłość , SLD chce go wykorzystać do pozbycia się p. Gargas , bo jej powrót do TVP to dla Sojuszu upokarzający policzek.Pani Nowak udaje słodką idiotkę ( przychodzi jej to z łatwością ) , która niczego nie rozumie. Biedactwo .

#

08-02-2010 22:29 fighter: do: NZS - towiec Gratuluję wiedzy

Czytam z zainteresowaniem!

#

08-02-2010 22:42 ed: cerwonym jakby ktoś do tyłka przyłożył rozgrzane żelazo

latami pałowali i mordowali, a teraz proszę demokracja, prawda i tolerancja-cud

#

08-02-2010 22:44 gizmo: Pod tekstem o śmierci

prof. Skubiszewskiego nie da się zamieścić żadnego komentarza , więc powiem tylko tyle , że tchórz , który sporządził tę notatkę , a nie miał odwagi nawet się pod nią podpisać , to wyjątkowy skurwysyn.Inne słowa byłyby nie na miejscu.

#

08-02-2010 22:53 abonament TV: płacę, a jak...

czy ktoś może mi odpowiedzieć, dlaczego przerwano sygnał na żywo Pod Prasą w sobotę.

#

08-02-2010 22:55 gadzinówki ruszyły do roboty: jak nazwisko Nalewajk dupiate

taka i robota rzeczonej "dziennikarki"

#

08-02-2010 23:01 pyk: Ale wyście głupie

dajecie sie prowokować jak dzieci - przecież gizmo i lon to ta sama menda co po necie sie szwenda - zapewne nie za darmo. Jedyny sposób na takich to ignorować wpisy.
lon, zgubiłeś część nazwy albo moderator ci ją odiął :"pierdo"

#

08-02-2010 23:13 gizmo: jaroslaw27@vp.pl

Na początku komentarze były, ale same niepochlebne.
Mało tego, nawet niecenzuralne.
Zdajesz sobie przecież sprawę, czego się można po Nas spodziewać ...
A jak wiesz o nieboszczyku "tylko dobrze" można.

#

08-02-2010 23:17 Kniołek: Nalewajk = UW

Pamiętam Annę Nalewjak ze studiów na WDiNP. Czysta udecja.

#

09-02-2010 00:24 jurk: Nalewajk chyba nie ma studiów

Taki niski poziom dziennikarstwa nie może prezentować osoba po studiach

#

09-02-2010 00:38 jurk: Nawet Wyborcza śmiała się z dziennikarskich wyczynów Nalewajk

Dzisiejszy tekst o Gargas - to nie pierwsza wtopa pani Anny Nalewajk. Z jej tekstów śmiała się nawet gazeta Wyborcza. Oto publikowany przez Wyborczą opisy wyczynów dziennikarskich Pani redaktor : "Wpadka dzisiejszego "Dziennika Gazety Prawnej". W tekście na stronie piątej o uroczystościach 70. rocznicy napaści wojsk sowieckich na Polskę, autorzy tekstu Anna Nalewajk i Marcin Graczyk opisują wizytę prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Olsztynie.Skan strony ''Dziennika''"Polska stała się ofiarą agresorów" - relacjonują wystąpienie prezydenta w Warszawie. "Przed południem podobne słowa wypowiedział w Olsztynie podczas uroczystości otwarcia alei Ofiar Kaczyńskich" - czytamy w DGP.W rzeczywistości chodziło oczywiście o aleję Ofiar Katyńskich.

#

09-02-2010 10:07 Wiktor Z: Zombie Bolesława Bieruta widziany na Starym Mieście!

Zabawne że SLD tak obrusza się w sprawie tego spróchniałego stalinowca. Może jeszcze podejmą się rehebilitacji Bieruta? Widać Napieralski uważa, że pewnie "pragmatyzm" znaczy tyle co "reumatyzm"...

http://www.wiktor-zaraza.com/politgramota/
Wiktor Zaraza- Polityka okiem świra!

#

09-02-2010 12:09 ms: gizmo!

Wreszcie jestes tutaj kompletnie ignorowany. Zasluzyles sobie na to, klamczuchu i manipulatorze, pozbawiony jakichkolwiek podstaw kultury. Jestes tu traktowany juz tylko jak powietrze ( zepsute!). Zaloz sie o to na polskosc Tuska!! Schluss und aus!

#

09-02-2010 13:21 cep: film zabolal

wszyscy TW SB WSI owineli kokonem generala

#

09-02-2010 14:16 LelumPolelum: PiS z wprawy nie wyszedł...

najpierw podłożył swinie koalicjantom z LPR i SO a teraz obecnym swoim sojusznikom z SLD.Tak to jest wchodzic w spółki z baciarami i nie żebym żałował SLD.....o nie!

#


DODAJ KOMENTARZ

Cryptographp PictureImageReloadButton