Wystarczy więc niespiesznie prowadzić przygotowania do zakupu okrętów podwodnych, aby później „być zmuszonym” do zakupienia okrętów za granicą. Łatwo jest działać opieszale. Łatwo też uzyskać polityczne poparcie dla braku podejmowania decyzji. Zgodnie z tym scenariuszem polska MW otrzyma w końcu niemieckie okręty podwodne, z których przynajmniej pierwszy został już zbudowany dla Grecji. Nasze państwo, a więc polski podatnik, zapłaci za te łodzie, nie otrzymując w zamian żadnych korzyści dla polskiego przemysłu, ani też dostępu do zaawansowanych technologii. MW uzależniona będzie od zagranicznej stoczni, w której będzie zmuszona remontować okręty. Zostaną one kupione bez przetargu, dostawca zyska więc możliwość narzucenia zarówno ceny ich sprzedaży, jak i późniejszej obsługi remontowej – możliwość z której z pewnością skwapliwie skorzysta.
Jak dotąd nic nie wskazuje, by przestano faworyzować ofertę niemiecką (zakładów TKMS) na ich dostarczenie, mimo że nie powiązana jest z żadną propozycją współpracy z polskim przemysłem.
Tak oto ponad 3 mln roboczogodzin (bo tyle trzeba, by zbudować okręty podwodne) dla obcego przemysłu zostaną opłacone przez polskich podatników. Niemieckie okręty podwodne tego samego typu co niesławny „Papanikolis”, jeśli zostaną zakupione, stanowiłyby – o czym kilkakrotnie informowaliśmy - zagrożenie dla służących na nich polskich podwodniaków. Zakup ten będzie też faktycznie oznaczać koniec polskiego państwowego zakładu wyspecjalizowanego w produkcji na rzecz naszych sił morskich – Stoczni Marynarki Wojennej w Gdyni. To powrót do punktu wyjścia w sprawie pozyskania okrętów podwodnych dla MW. Przypomnijmy: w 2008 r. MON podpisało list intencyjny na zakup wadliwego okrętu podwodnego „Papanikolis”, którego odbioru odmawiał od dłuższego czasu pierwotny klient, marynarka wojenna Grecji. Transakcję tą chciano przeprowadzić bez określenia specyfikacji wymagań co do okrętu (Wstępnych Warunków Taktyczno-Technicznych), bez przetargu, bez zaangażowania polskiej (państwowej) Stoczni Marynarki Wojennej. Dodajmy, że wskutek tego typu podejścia MON gdyński zakład znalazł się później w upadłości likwidacyjnej, a ponad 500 spośród jego pracowników zostało zwolnionych. Dodajmy także, że niemiecki dostawca tego okrętu, stocznia HDW, uwikłany był w tych latach w praktyki korupcyjne, wykazane przez późniejsze śledztwa prowadzone w sprawie sprzedaży okrętów podwodnych do Grecji i do Portugalii.
Dopóki jednak MON nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie zakupu nowej łodzi podwodnej, warto pamiętać, że zainteresowani takim zamówieniem są też Francuzi (stocznia DCNS). Domagają się oni przeprowadzenia procedury przetargowej, zgodnie z obowiązującymi w UE standardami. Francji zależy na zacieśnieniu współpracy wojskowej i przemysłowej z Polską. Francuzi gotowi są więc zaproponować możliwe do przyjęcia dla Polski warunki współpracy przemysłowej i transferu technologii przy budowie okrętów podwodnych dla polskiej marynarki. Sprawa ta była poruszana w czasie rozmów francuskiego ministra obrony z szefem MON Tomaszem Siemoniakiem w Warszawie na początku lipca br., podczas których strona francuska jednoznacznie poparła propozycję budowy francuskich okrętów podwodnych dla naszej marynarki wojennej.
Dr Łukasz Kister, ekspert z Collegium Civitas komentuje: - Pytanie brzmi: czy w sytuacji, w której dziś znajduje się MW, są nam w ogóle potrzebne okręty podwodne. Moim zdaniem bardziej przydatne byłyby okręty wielozadaniowe. Aczkolwiek dobrze, że chce się zmodernizować to, co mamy, bowiem większość tych łodzi podwodnych należących do MW, nadaje się do muzeum. Jeśli chcemy modernizować naszą MW, nie możemy pomijać polskiego przemysłu zbrojeniowego, w tym Stoczni MW w Gdyni. Musimy mieć środki by zapłacić nie tylko za wybudowanie zamówionych łodzi. Należy korzystać z zakupu takich okrętów – czy to podwodnych, czy wielozadaniowych, których dostawca zaoferuje, że przekaże nam ich technologie – do swobodnego wykorzystania i rozwijania u nas. Taki dostawca mógłby wręcz zakupić naszą Stocznię MW w Gdyni. Zainwestowałby wówczas odpowiednie środki, zmodernizowałby park maszynowy tego zakładu, utrzymał produkcję i pozyskał nowoczesne technologie, które pozwoliłyby nam za jakiś czas konkurować na stoczniowych rynkach światowych. Tymczasem, jak na razie, słychać o chęci MON-u zakupu okrętów niemieckich: wadliwych, których jakość krytykują zarówno specjaliści cywilni, jak i wywodzący się z MW. MON na razie nabrał wody w usta i najchętniej pominąłby jakąkolwiek debatę publiczną na ten temat, a zwłaszcza z dowództwem MW. Jest to dla mnie sytuacja niezrozumiała.
