Kupcy nie chcą opuścić lokalu w proteście wobec podwyżki czynszu, jaką latem wprowadziła zarządzająca podziemiami spółka Warszawskie Przejścia Podziemne (WPP).
Wejścia do pawilonu bronili przedstawiciele ochrony wynajmowani przez WPP. Doszło do przepychanek, podczas których zniszczono część płyty oddzielającej pawilon od pasażu. Interweniowała policja.
"Doszło do zatargu pomiędzy pracownikami firmy ochroniarskiej i grupą kupców. Policjanci rozdzielili obie strony i przywrócili porządek" - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji asp. Mariusz Mrozek. Dodał, że uczestników zajścia wylegitymowano.
Ostatecznie kupcy zdecydowali się opuścić pawilon. "Stwierdziliśmy, że nie ma sensu ryzykować zdrowia i życia protestujących" - powiedział Paweł Jaszkin, jeden z kupców wspierających protestujących
Jak powiedział Paweł Jaszkin, jeden z kupców wspierających protestujących w pawilonie, już w sobotę do lokalu nie pozwolono niczego wnosić, a od poniedziałku od godz. 12 kupcy nie wychodzili z pawilonu, np. żeby skorzystać z toalety, w obawie, że nie będą mogli do niego wrócić. Dodał, że kupcy zwrócili się do nadzoru budowlanego o odwołanie decyzji pozwalającej na przebudowę lokalu, m.in. na zasłonięcie go płytą.
Wcześniej przy pawilonie odbyła się konferencja prasowa przedstawicieli kupców, którzy od poniedziałku do wtorku wieczorem okupowali gabinet prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz. We wtorek wieczorem po interwencji policji dobrowolnie opuścili ratusz.
Według rzecznika stołecznej policji większość z 14 osób, które okupowały gabinet prezydent Warszawy, stawiło się w środę na policji. "Kilku osobom został wyznaczony inny termin, ponieważ nie mogły się dziś stawić. Osoby, które się stawiły zostały przesłuchane. Materiały zostaną przekazane do oceny prokuraturze" - powiedział Mrozek.
ZOBACZ RELACJĘ KLIKAJĄC TU:
