Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Bajka – nie bajka

Był sobie król. Dobry król. To znaczy dobry to on był dla swoich sąsiadów, sąsiednich władców – zwłaszcza tych najważniejszych – a nie własnych poddanych.

Autor:

Był sobie król. Dobry król. To znaczy dobry to on był dla swoich sąsiadów, sąsiednich władców – zwłaszcza tych najważniejszych – a nie własnych poddanych.

Król był w rzeczy samej strasznym okrutnikiem i nie cierpiał sprzeciwu. Ale prawie wszyscy myśleli inaczej, bo miło się uśmiechał i mówił rzeczy, których ludzi chcieli słuchać. Król nie cierpiał konkurentów do władzy w swoim królestwie. Wszystkich ich, nawet z własnej rodziny, bezlitośnie wykańczał i skazywał na banicję. Tak było z księciem Andrzejem Długim, Maciejem Chudym, z księżną Zytą Trajkotką. Później król oślepił księcia Pawła Leśnika i zmusił do samobójstwa księcia Jana Marię Łysego. Gdyby król żył we współczesnych czasach, pod względem podejrzliwości porównywano by go do Stalina. Wszędzie tropił wrogów, nawet w najbliższym otoczeniu, aż w końcu zabrał się za ciotecznego brata, księcia Grzegorza Bezlitosnego. Wart był Pac pałaca, a pałac Paca.

Król kłamał. Kłamał jak najęty, chyba tak lubił, a może nie mógł już inaczej. Swoją potęgę budował na kłamstwie, więc nienawidził tych, co mówią prawdę. Zabijał ich pozorując wypadki, upokarzał, rzucał oszczerstwa, grabił, kazał podsłuchiwać. Uśmiechał się szeroko, ale oczy świdrowały na wylot każdego, w każdym wyczuwając rywala. Królestwo podupadało.

Skarby, nawet te najcenniejsze rodowe, król i jego dworzanie wyprzedawali za bezcen. Obcy w królestwie czuli się jak u Pana Boga za piecem, a swoi cierpieli upokorzenia od obcych, jak jacyś wyrobnicy. Król zabiegał o względy sąsiadki – Imperatorowej i sąsiada – Cara. Kłaniał się im w pas. Bił pokłony tak nisko, że niewiele widział, uderzając czołem o ziemię. Wszystko po to, żeby się przypodobać, przy jednym stole usiąść, byle po plecach poklepali, pochwalili. Próżny był niemożebnie. Próżność rzecz ludzka, ale król próżny był kosztem swoich rodaków. W bliższych i dalszych krajach wiedziano o tym i nie szanowano go za to. Śmiano się z niego po cichu, coraz głośniej, choć nie za głośno – był bowiem potrzebny, skoro zarządzał jednym z większych królestw na kontynencie.

Kraj schodził na psy. I obyczaje psiały. Było coraz duszniej i coraz biedniej. Ceny żywności szły w górę, obrok dla koni takoż. Ludzie coraz powszechniej pomstowali, także ci, którzy wcześniej byli zwolennikami króla. Krajanie tęsknili za dawnymi czasy. Za Jarosława Prawego żyło się lepiej. Wszystkiego było pod dostatkiem, chodź przecież królestwo dopiero podnosiło się ze zniszczeń po długoletniej okupacji obcych. Król Jarosław surowy był i choć, gdy rządził, bano się go, potem zaczęto za nim tęsknić. Nie wszyscy ludzie Jarosława Prawego, którzy w jego imieniu sprawowali władzę, stanęli na wysokości zadania. Niektórych na manowce sprowadziło nabijanie kabzy, inni po ludzku zbłądzili. Ale sam król Jarosław budził respekt dla siebie i dla królestwa. Szanowano go, a więc i kraj, którym rządził. Obcy pewnikiem go znielubili, ale liczyć się z nim i z królestwem musieli.

Krajanie czekali na zmianę. I wypatrywali Jarosława. Ale król zmian nie chciał. Opłacał licznych heroldów, którzy wszędzie, gdzie się dało, na placach targowych i przed kościołami kłamali ludziom w żywe oczy, że miłościwie panujący król dobry jest, a królestwo się rozwija. Jurgieltnicy jedni.

Ale naród – który jest jak lawa – swoje wiedział. Król był nagi

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska