Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Miller: Wrak tupolewa niepotrzebny

Wrak tupolewa zdaniem ministra Millera nie jest niezbędny do zakończenia prac komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Autor:

Wrak tupolewa zdaniem ministra Millera nie jest niezbędny do zakończenia prac komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej. Zdaniem ministra niezbędny jest natomiast eksperyment na Tu-154M.

Jerzy Miller uważa, że w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej istotne są zebrane informacje, ale już nie sam wrak samolotu.

- To nie jest tak, że wrak jest niezbędny. Niezbędne jest pozyskanie informacji, które pozwalają postawić diagnozę o głównych, podstawowych przyczynach wypadku – zapewnił minister Miller.

Zdaniem Jerzego Millera do zakończenia prac komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej niezbędne jest natomiast przeprowadzenie eksperymentu na Tu-154M. Dopytywany przez dziennikarzy minister Miller dodał, że eksperyment nie jest jedynym warunkiem zakończenia prac nad raportem komisji.

- Proszę nie upraszczać procesu kończenia raportu tylko i wyłącznie do jednego lotu. Jeżeli np. hipotetycznie Rosjanie prześlą nam w następnym tygodniu porcję dokumentów, to na pewno nie zakończymy badania i będziemy je analizować - zaznaczył Miller.

Poinformował również, że w środę podpisał trzy pisma do osób - jak dodał - posiadających polskie dokumenty potrzebne do wyjaśnienia okoliczności katastrofy.

- W czasie dyskusji w ostatni poniedziałek napotkaliśmy na luki w udokumentowaniu fazy przygotowań do lotu. Chcemy odpowiedzieć na to w sposób jednoznaczny, a nie domyślać się, jaka jest prawda - zaznaczył minister.

Miller nie określił terminu, w którym mógłby zostać przeprowadzony eksperyment na Tu-154M.

- Przygotujemy przelot, który jest istotny dla tych, którzy dobrze znają zawód pilota, a dla których niektóre elementy ostatniego fragmentu lotu polskiego samolotu stanowią jeszcze znak zapytania. (...) Każdy samolot trochę inaczej zachowuje się w ekstremalnych warunkach. Dla rozstrzygnięcia tych wątpliwości naprawdę musimy ten lot symulować na samolocie o numerze bocznym 102, bliźniaczo podobnym (do Tu-154 M, który rozbił się pod Smoleńskiem – przyp. Red.). Dopóki tego nie zrobimy, nie jesteśmy gotowi zakończyć procesu badawczego - powiedział minister.

Pytany, czy są jakieś trudności w przeprowadzeniu eksperymentu, Miller przyznał, że tak. Dodał, że proces przygotowań jest złożony.

- Inaczej zachowujemy się w sytuacji normalnej, inaczej w sytuacji stresu, który przeżywa się po raz pierwszy w życiu. Nie można być sędzią, który bez emocji zaczyna analizować czyjeś zachowania, tylko trzeba wejść w zachowania danej osoby z całą złożonością tej sytuacji. Tego nie można zrobić w sposób pochopny uproszczony - dodał.

Dopytywany o to, dlaczego eksperyment się opóźnia, powiedział, że pytanie to należy kierować do 36. specpułku, a być może do kierownictwa Sił Zbrojnych.

- Ten raport jest oczekiwany nie tylko przez dziennikarzy, ale - śmiem twierdzić - przez duży odsetek polskiego społeczeństwa. Nie chciałbym, żeby ktoś powiedział, że ten raport jest cząstkowy tylko, bo można było sobie jeszcze zadać trud i popracować dwa czy trzy tygodnie dłużej i odpowiedzieć na ważne pytanie. Dlatego my się nie ociągamy i uważamy, że jakość jest ważniejsza niż jak najwcześniejsze opublikowanie raportu. Staramy się, by termin ten był możliwie krótki, ale jeszcze to nie są najbliższe dni - zapewniał minister.

Poniedziałkowy „Newsweek” powołując się nieoficjalnie na członków komisji, napisał, że choć w raporcie nie będzie nazwisk, znajdą się stanowiska osób ponoszących odpowiedzialność za zaniedbania, które przyczyniły się do katastrofy. Nieprawidłowości opisane w dokumencie mają dotyczyć m.in. działania 36. lotniczego specpułku, wożącego najważniejsze osoby w państwie.

Według gazety - komisja ustaliła np., że tupolew mógł przewozić jedynie 90 osób, łącznie z załogą. Tymczasem bez żadnego porozumienie z konstruktorami zamontowano w nim dodatkowe fotele.

Według „Newsweeka” z prac komisji ma również wynikać że według psychologów kapitan Arkadiusz Protasiuk czuł presję związaną z okolicznościami lotu, ale w raporcie nie będzie zarzutu bezpośredniego wywierania na niego nacisków ani przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, ani przez dowódcę wojsk lotniczych gen. Andrzeja Błasika.

Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

W czasach ataków na wolność słowa i niezależność dziennikarską, Twoje wsparcie jest kluczowe. Pomóż nam zachować niezależność i kontynuować rzetelne informowanie.

* Pola wymagane