- Myślę, że wojskowi także mieli jakieś tutaj zalecenia, zresztą mnie próbowano te zalecenia też dać, ale ja się odciąłem od tego. Minister Klich też mi próbował przekazać, żeby koncentrować się
na sprawie zamknięcia lotniska tylko. To jest jeden z wątków, to było oczywiste, ale jeden z wątków, ale nie główny wątek - powiedział Edmund Klich w rozmowie, której fragment pokazała w środę TVN24.
Zarzutom dotyczącym wywierania nacisków na polskiego akredytowanego przy MAK stanowczo zapewnia minister obrony Bogdan Klich.
- To jakiś nonsens. Mogę powiedzieć tylko, że płk Klich, jako upoważniony przeze mnie akredytowany i przewodniczący komisji, miał pełną swobodę podejmowania działań. Będąc w Smoleńsku mógł dowolnie badać - i badał - wszystkie wątki tej katastrofy. Przekonywałem go tylko - o czym mówiłem publicznie i co było cytowane przez media – by współpracował z polską prokuraturą dla dobra śledztwa, a konkretnie, by zgodził się udostępnić prokuratorom swojego meteorologa. Wyrażałem zdziwienie, że płk Klich nie chciał tego zrobić, co utrudniało postępowanie naszych prokuratorów w pierwszych dniach - powiedział PAP minister obrony Bogdan Klich.
Zdaniem szefa MON dowodem na pełną swobodę działania Edmunda Klicha ma być fakt, że z własnej woli uzyskał on nagrania rozmów z wieży kontrolnej.
Edmund Klich był polskim akredytowanym przedstawicielem przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym Federacji Rosyjskiej (MAK), początkowo był także szefem komisji badającej katastrofę smoleńską, potem zastąpił go szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w styczniu raporcie MAK za główne przyczyny katastrofy uznał niewłaściwe przygotowanie załogi polskiego Tu-154M i podatność kapitana samolotu na naciski. Strona polska zgłosiła do rosyjskiego raportu szereg zastrzeżeń, dotyczyły one m.in. nieuwzględnienia stanu technicznego lotniska w Smoleńsku.